Wypiłem subiektywnie dobrego wina (bez Żołądkowej) i jak zwykle naszła chwila melancholii i zadumy. Nic lepiej nie podchodzi wtedy jak świdnicka formacja Ohtar. Ponownie zestaw audio wypluł z siebie siarę i melodię potępienia.
Śmiało stwierdzę, iż Panów z Ohtara nie trzeba żadnemu maniakowi przedstawiać. Niezmienny trzon zespołu stanowi Necro grający na gitarze i operujący głosem, a perkusja podlegała rożnym fluktuacją, lecz obecnie na garach napierdala Diathyrron. Sam Ohtar - muzycznie - przeszedł ciekawą drogę. Począwszy od surowych demówek: "The Empire of White Power" i "Autumnal Depression", gdzie połączyli siły z wałbrzyskim Moontowerem , idąc dalej wyostrzyli swój niepowtarzalny charakter, który zdecydowanie czuć na "Petrified Breath of Hope".
Jednak w 2014 po pięcioletniej przerwie wyszła EPka, która wydawać się może wywraca to czym Ohtar dotychczas był. Nie ma tutaj już okładek z trupami i buldożerem z Bergen-Belsen, a widzimy obraz Marca Fishmana "Salvation" obrazujący duszę walczącą o zbawienie w czyśćcu. Również i muzyka jest bardziej stonowana, wręcz oniryczna, zdecydowanie zwolniła w porównaniu do poprzedników. To wszystko układa się w wizję alkoholowego zagubienia w rzeczywistości, gdzie ucieczka w *"Pierdolony hedonizm"* jest jedynym rozwiązaniem, choć krótkoterminowym.
*"Quotidian Purgatory" to krótki, niespełna 15-minutowy materiał złożony z dwóch piosenek. Otwierająca tytułowa piosenka wali jak obuchem w łeb swym ciężarem i rozrywającymi skrzekami Necro. Gitara powoli ale skutecznie rżnie resztki powietrza w dusznym pokoju (może to przez wino). "Promile wbijają jak gwoździe w umysł odrętwienie" i "dziwki spijające spermę"* - generalnie woń menela, nasienie, depresja i mizantropia.
Następny kawałek wjeżdża bez popity, leżąc już na zarzyganej ziemi dobijają nas bębny Raboryma i dołująca opowieść o szarej codzienności podtrzymywanej wspomnieniami i zimną wódką. Mieląc to co na ich drodze pozostało, zwalniają i wjeżdża delikatna melodia. W międzyczasie, zanim znowu ruszą, warto polać sobie by dotrwać do końca we w miarę "wesołym" humorze.
Mimo nowego, świeżego podejścia Ohtar nie traci na mocy, a nienawiść nie zmalała ani o mililitr. Zdecydowane, dopracowane pierdolnięcie i klimat, którego żaden podrobić nie umie. "Quotidian Purgatory" stanowi pewien łącznik pomiędzy starym "obozowym" Ohtarem, a póżiejszym, z lekka spowolnionym, lecz wciąż cholernie prawdziwym pełnym emocji i wkurwienia.
*"Jutro będzie gorzej"