Jakiś czas temu w moje łapy wpadł opisywany pełniak (dzięki Bongo za załatwienie). *"No Forgiveness!" to trzeci pełnograj załogi *Selbstmord - wydany przez Deathrune -, a zarazem ich najdłuższy materiał bo trwający prawie 50 minut. Wiadomo - Necro na wokalu/gitarze, a tym razem na perkusji przygrał Raborym.
Często tak długie albumy zanudzają i wykazują się wtórnością na kolejnych wymęczonych kawałkach. Nic bardziej mylnego, w owym przypadku mamy styczność z dziesięcioma rozbudowanymi kompozycjami, z których każda pozostawia piętno na słuchaczu. Jako ultras Świdnicy będę stronniczy i powiem wprost: to chyba najbrutalniejsza płyta w polskim Black Metalu. Pięćdziesiąt jebanych minut, w których nie ma ani chwili wytchnienia - jest tylko czysta nienawiść i ciężar jakby po kręgosłupie przejeżdżała kawalkada czołgów.
Nie jest to jednak głupie nieprzemyślane granie tych samych patentów przez niespełna godzinę. Na dobry początek w mordę wali kawałek "Zastępy słońc", którego rytm przypomina maszynę do kruszenia kości albo odpalanie PzKpf VI poprzez korbę rozruchową. Kolejne melodie wprawiają w istny trans wkurwienia i szału doprawiane chwytliwymi deklaracjami Necro tak jak w "By wygrać wojnę ras". Apogeum nietolerancji objawia się w "ŻYDO-KANIBALIZMIE", gdzie każda kolejna nuta szatkuje ciało i odrywa ścięgna od kości. Warto wspomnieć też o fenomenalnym hołdzie dla Fullmoona.
"No Forgiveness!" zostawia po sobie pożogę i śmierć wrogom Naszej Ziemi, co również można wyczytać w zajebiście dosadnych tekstach. Przekaz idealnie spójny z konkretnym, bezkompromisowym wpierdolem - nie ma tu miejsca na odwrót - walka trwa do końca.
Album zadedykowany zmarłemu Lisowi (Legacy of Blood) oraz Szczeremu.
Palownik