Parę dni temu już na samym początku stycznia wyszło bardzo ciekawe i wciągające demo od grupy Occult Order pod tytułem Processions. Zespół ten działa od 2024 roku i stoi za nim niejaki Colin Woods, którego możecie znać z bardzo dobrych zespołów takich jak Blood Libel, Svolder oraz Rites of Tara. Więc nie jest to człowiek świeży na tej scenie, jeśli chodzi o tworzenie muzyki, a co najważniejsze jakościowej muzyki. Tak samo jest w przypadku Occult Order, który odchodzi od głównego kręgosłupa black metalowego, choć ten dalej jest tutaj bardzo wyczuwalny.
Ciężko tutaj nawet to podpiąć pod jeden sztywny szablon gatunkowy. Słyszymy tutaj takie połączenie średnich temp black metalowych, ezoterycznej i gęstej atmosfery oraz chwytów, które mogłyby nam przypominać Ulcerate. Jest to drugi materiał na koncie tego zespołu, ponieważ roku temu wypuścili swoją debiutancką EP. Podobnie jak w przypadku tej EP materiał jest bardzo krótki, bo ma aż tylko trzy utwory, co łącznie daje nam trochę ponad 15 minut. Jak na demo jest to zupełnie normalna długość materiału, choć ciężko jest się czymś tak krótkim, a tak dobrym nacieszyć.
Materiał zaczyna się od ponad dwuminutowego intra, które spokojnie wprowadza nas w tę smolistą i okultystyczną atmosferę, a im bardziej utwór progresuje, tym słyszymy zaczątki perkusji i riffu, które będą słyszalne w następnej piosence. I tak się dzieje po pięknym przejściu. Occult Order zabiera nas prawie że w inny świat. Jedna gitara, tworząca black metalowe tło dla całości, kroczy dumnie, choć nie w pierwszej kolumnie szturmu. Druga gitara gra o wiele bardziej psychodeliczne i hipnotyzujące patenty, które potrafią całkowicie pochłonąć słuchacza tym, jak świetnie wpadają w ucho.
Gdy na pierwszym planie tworzy się wręcz kosmiczny teatr, swoją szczyptę kosmicznego pyłu dodają keyboardy, bardzo subtelne i nienarzucające się. C.W. idzie tutaj, tak jak wspominałem, średnimi tempami, bez przyspieszeń ani bez zwolnień nie z tego świata na styl doom metalu. I to właśnie takie tempa idealnie pasują do tego typu muzyki. Wokalnie mamy tutaj taką trochę szkołę black metalu, aczkolwiek nie jest to tak agresywne i zawistne wydobywanie dźwięków z siebie. Są to bardziej wolne i zaszywające się pod skórę wokale.
Na ostatnim utworze Revelations of the Sun możemy również usłyszeć czyste śpiewy, oczywiście bez żadnego zawodzenia czy polerowania berła przy tym. Nie, są to idealnie wpasowujące się w atmosferę niskie tony, które twardo stąpają po strukturze utworu. Choć Occult Order łącznie nagrał muzyki około 40 minut, to każda sekunda jest warta sprawdzenia, bo to coś naprawdę ciekawego i wartego pochylenia się.
Może nie jest to kultowy black metal rodem z Norwegii, ale nie jest to też komercyjny wysryw z dziwnymi zabiegami tylko po to, żeby zyskać jak najwięcej wyświetleń na social mediach. Polecam każdemu, nawet tym, którzy nie przepadają za wydziwianiem w tym gatunku, bo ja od paru dni słuchałem tego na okrągło. I z niecierpliwością już wyczekuję jakiegoś pełniaka.