Polska Arkona jeszcze przed wydaniem swojego debiutu w 1996 roku, zatytułowanym Imperium, który stał się najbardziej kultowym wydawnictwem tego zespołu, wydała dwie demówki dwa lata wcześniej. Jedna to An Eternal Curse of the Pagan Godz, a druga Bogowie zapomnienia, i to właśnie tę drugą chciałem dzisiaj omówić.
Pomimo tego, że tak jak wspomniałem Bogowie zapomnienia zostały wydane dwa lata przed Imperium, to słychać tutaj już praktycznie ten sam styl i brzmienia co na Imperium. Te siarczyście, brudno brzmiące gitary, które rwą jak wicher, gitara basowa, która swoim wyrazistym brzękaniem nadaje kręgosłupa tym piosenkom, no i oczywiście te opętane wokale Messiaha, które porywają słuchacza w wir szaleństwa.
Moim ulubionym aspektem Arkony na jej pierwszych wydawnictwach są właśnie te wokale i to, jak pomimo ich agresywności nadal możemy z łatwością, bez patrzenia w tekst, wiedzieć o czym śpiewają. A teksty tutaj to istny majstersztyk, jedne z najlepszych w całym polskim Black Metalu. Idealnie przekierowują tę mroczną atmosferę. Okazjonalnie możemy tutaj również usłyszeć bardzo subtelne keyboardy, tak jak np. w piosence Przyszły zdrajca chrześcijańskiej masy.
Momentami Arkona potrafi świetnie zwolnić do bardziej średnich temp, jak na otwierającym utworze Nieporozumienie w bezsensie istnienia, gdzie to zwolnienie momentalnie zapada głęboko w pamięć. Zmiany temp dodają sporo rozmaitości do tych 6 kompozycji, jakie Arkona nam prezentuje. Większość utworów zamyka się w przedziale 4 minut, co łącznie daje nam lekko ponad 26 minut, czyli jest to krótkie wydawnictwo, jak na demo przystało.
Ale dobrze ono pokazuje, jak już w 1994 roku Arkona wchodziła na te tory, których pełną krasę usłyszymy w 1996. Pomimo że między tą demówką a pełniakiem są różnice, to myślę, że Bogowie zapomnienia można na spokojnie nazwać takim małym Imperium. Prawdopodobnie każdy czytający tę recenzję jest obeznany z dorobkiem Arkony, a na pewno wielu ceni sobie debiut i późniejsze wydawnictwa, tak więc ci, którzy jeszcze nie słyszeli tego demo, a lubią brzmienie Arkony z ich wczesnych albumów, na pewno je polubią. Bo nie znajdziecie tutaj nic innego prócz szorstkich gitar i wokali splecionych z piwnicznym duchem polskich lat 90.