Grim Logo
BETA

Grim Chronicles

Issue #0 // Genesis // Base Chain 8453
Folio No. 001
ARTYKUŁ 🇵🇱 Polski

Black metal stal sie cyrkiem

"Jeśli myślisz, że buntujesz się przeciwko systemowi, publikując posty na platformie, która handluje twoimi danymi i cenzuruje treść pod dyktando reklamodawców, to nie masz pojęcia, czym był black metal. "

Full TranscriptID: zine:5

Black metal stał się cyrkiem.

Nie ma co udawać, że jest inaczej. Włączasz pierwszą lepszą playlistę streamingową i słyszysz setki klonów, które brzmią tak samo, wyglądają tak samo i nie mają nic do powiedzenia. Ich poglądy jesli takowe mają, ograniczają się do okrzyków „hail satan”. To nie jest ta sama bestia i machina, która w latach 90. gryzła rękę karmiącą. Dzisiaj black metal to dla wielu tylko estetyka na Instagrama, kaptur z sieciówki i logo, którego nawet nie trzeba już rysować ręcznie, bo zrobi to generator.

Mamy zalew pseudo-zespołów. Kiedyś, żeby nagrać materiał, musiałeś mieć umiejętności, determinację i sprzęt, który kosztował wyrzeczenia. Dziś każdy dzieciak z interfejsem audio i wtyczką VST udającą "piwniczne brzmienie" produkuje album w weekend. I zalewa tym rynek. Nie ma selekcji. Nie ma progu wejścia. To sprawia, że perły toną w szambie przeciętności. Kiedyś o jakości decydowała wymiana kaset, ziny i poczta pantoflowa – mechanizm powolny, ale bezlitosny dla pozerów. Dziś? Wystarczy kupić lajki na farmie w Azji i nagle "jesteś" na scenie.

Patrzę na Facebooka i widzę paradoks. Z jednej strony – tak, na początku to pomogło. Łatwiej było zorganizować koncert, łatwiej dogadać się z labelem z drugiego końca świata. Ale cena, którą za to zapłaciliśmy, jest absurdalna. Oddaliśmy całą naszą niezależność jednej korporacji. Scena black metalowa, która z definicji miała stać w opozycji do mas i systemu, zamknęła się w niebieskiej klatce Zuckerberga.

Jesteśmy niewolnikami algorytmów. Nie decydujesz już o tym, kto zobaczy plakat twojego koncertu albo recenzję demówki. Decyduje o tym AI mielące dane w tle. Algorytm tnie zasięgi, bo nie zapłaciłeś haraczu za reklamę, albo uznał, że okładka jest "zbyt kontrowersyjna" dla standardów społeczności. I co robimy? Narzekamy, ale dalej tam siedzimy. To syndrom sztokholmski.

Najbardziej wkurza mnie to lenistwo w szukaniu alternatyw. Ludzie zapomnieli, jak wyglądał internet przed erą social mediów. Nie widzą, że własna strona www, newsletter czy nawet zamknięte forum to bastiony niezależności. Wolą budować dom na cudzej ziemi (Facebook/Instagram), z której mogą zostać wyrzuceni jednym kliknięciem admina. Nikt nie chce budować własnych kanałów dystrybucji, bo to wymaga pracy. Łatwiej wrzucić post i płakać, że widziało go 5% obserwujących.

Jesteśmy w kompletnie innym świecie niż w latach 90. Wtedy bycie częścią sceny wymagało zaangażowania. Trzeba było pisać listy, chodzić na pocztę, zdobywać kontakty. To budowało więzi i fanatyzm. Teraz wszystko jest podane na tacy, więc nikt tego nie szanuje. Muzyka stała się tłem do scrollowania walla.

Jeśli myślisz, że buntujesz się przeciwko systemowi, publikując posty na platformie, która handluje twoimi danymi i cenzuruje treść pod dyktando reklamodawców, to nie masz pojęcia, czym był black metal. To, co widzimy dzisiaj, to w dużej mierze komercyjna wydmuszka. Prawdziwe podziemie musi znowu zejść głębiej, poza zasięg radarów algorytmów, bo na powierzchni została już tylko moda.

Wszystkie Sektory

Aparatura & Sygnał

Dostrajanie odbiornika // Kalibracja mechanizmów