Celtic Dance w chwili obecnej tworzy Conqueror (wokale), który jest w zespole od początku istnienia, a drugim członkiem jest odpowiedzialny za wszystkie instrumenty M. Ahrin (udzielający się między innymi w Graveland, czy Muruth, a wcześniej chociażby w Via Dolorosa i wielu innych projektach). Co ciekawe, jak przystało na multiinstrumentalistę, w różnych projektach odpowiada(l) za różne instrumenty, a także wokale (Von Hexe).
Duet ów jest odpowiedzialny za powstanie „Obsolete Tolerance”, czyli trzeciego albumu Celtic Dance. Warto w tym momencie odnotować fakt, że przerwa wydawnicza między „Oderint Dum Metuant” (drugi album), a opisywanym tutaj „Obsolete Tolerance” wyniosła zaledwie dwa lata. Piszę o tym, ponieważ nie trzeba być specjalistą od wyliczeń, żeby dojść do wniosku, iż skoro Celtic Dance istnieje od 1994 roku, a drugi album ukazał się w 2022, to w tym okresie musiał ukazać się debiut. Prawda jest taka, że debiutancki „Ancient Battlecry” wyszedł w 1998 roku, potem zespół zawiesił działalność, a po powrocie w 2010 roku, Celtic Dance wziął udział w kilku splitach i nagrał jedną EP-kę (2013 rok), także nie ma mowy o bezczynności. Dość historii, przejdźmy do teraźniejszości.
Portugalsko-włoski duet, po bardzo dobrze przyjętym „Oderint Dum Metuant”, idzie za ciosem i dzięki Lower Silesian Stronghold (ponownie zresztą) uderza z „Obsolete Tolerance”. Nie podejmę się wydania jednoznacznego osądu, czy panowie przebili poprzedni album, raz, że bardzo lubię poprzednika, a dwa nie bawię się w wyliczanki, który album jest lepszy. „Obsolete Tolerance” zaczyna się od mrocznego instrumentalnego, można rzec, ambientowego „One-Eyed Wing”, ale już następujący po nim utwór tytułowy przynosi nam dawkę dosyć surowego black metalu, wzbogaconego i co jakiś czas czerpiącego wzorce z klasyków lat 80-tych poprzedniego wieku. Może nie jest to czerpanie garściami, ale szczególnie w pracy gitary słychać inspiracje tzw. pierwszą falą black metalu.
„Obsolete Tolerance” jest albumem dosyć zróżnicowanym, momentami mrocznym i odrobinę zaskakującym, ale spójnym i zwartym, a czasami nieco hipnotyzującym, jak chociażby końcówka instrumentalnego „Darkness Down Below”, gdzie słyszymy marszowe, można rzec, że rytualne bębny.
Album trwa niespełna 37 minut i jest to czas optymalny, po zakończeniu odsłuchu nie czuję się zmeczenia, czy znudzenia. Nie można powiedzieć, że Celtic Dance na nowo odkrywa „koło”, ale na pewno panom nie można zarzucić braku pomysłu na muzykę i jej przedstawienie, w postaci „opakowania” tejże muzyki, że tak to ujmę. Bardzo solidny materiał, ale bez większych powodów do zachwytu i budowania „ołtarzy”. Konkret, dla konkretnego grona odbiorców.
Spectral Projection Unit / No. 1994