Pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy to dłuższa przerwa jaka dzieli poprzedni album („Weltschmerz”), a opisywany tutaj „Stargazer”. O ile wcześniej Nyctophilia wypluwała na świat wydawnictwa (różnego formatu wprawdzie) regularnie, tak teraz nastąpiła dłuższa przerwa wydawnicza, która wyniosła aż cztery lata.
Czy to był zabieg celowy, czy nie, to już inna kwestia, ale pewnym jest, że Nyctophilia dojrzewa i z każdym wydawnictwem zmienia się w bestię. W porównaniu do wspomnianego już „Weltschmerz” skróceniu uległy kompozycje wchodzące w skład „Stargazer”, drugą istotną różnicą jest zmiana języka w jakim Grief napisał liryki na nowy album. Tym razem jest to język angielski, a o przyczynach takiego zabiegu dowiecie się w wywiadzie, jaki ukazał się na naszych łamach. Przy okazji zachęcam do lektury.
Nyctophilia jest niczym wino, które leżakuje w piwnicy od dłuższego czasu i nabiera mocy. „Stargazer” to materiał w pełni przemyślany i chciałbym w tym miejscu jasno i wyraźnie podkreślić, że raz na zawsze zrywający z Nyctophilii łatkę „depresyjnego” black metalu.
Nyctophilia na „Stargazer” idealnie łączy to co najlepsze w symfonicznym black metalu, mam tutaj na myśli klasyki gatunku z Norwegii, z piwnicznym black metalem. Grief nie głaszcze swojej muzyki i nie słodzi wypolerowanym i nowoczesnym brzmieniem, wręcz przeciwnie, jest szorstko, chropowato i brudno, co w połączeniu ze sporą ilością instrumentów klawiszowych daje efekt świeżości i jest zabiegiem odważnym i ciekawym. Nie powinno to jednak nikogo dziwić, ponieważ Nyctophilia od samego początku gardzi poprawnością brzmienia i nie jest ukierunkowana na „ilość” słuchaczy, a stawia na konkretne grono odbiorców.
„Stargazer” to sześć kompozycji, które nie należą do najkrótszych, ale jest to zupełnie naturalne, ponieważ każda z nich jest cegiełką służącą do budowania atmosfery i napięcia. Co bardzo istotne, instrumenty klawiszowe w Nyctophilii odgrywają w dalszym ciągu bardzo ważną rolę. Grief używa ich jako monumentu w swojej muzyce (mowa o Nyctophilii). Album jest mocno zorientowany na klimatyczność, ale oprócz mrocznych pasaży otrzymujemy także black metalowe galopy. Wszystko to jest bardzo dobrze wyśrodkowane i stanowi mocny fundament jakim w chwili obecnej jest Nyctophilia na rodzimej scenie.
Reasumując, nie będę nikogo przekonywał do polubienia instrumentów klawiszowych, ale Nyctophilia na „Stargazer” dokonuje czegoś ciężkiego dla wykonania dla innych. Symfoniczny black metal wydaje się od dłuższego czasu gatunkiem na wymarciu, często ocierającym się o groteskę i śmieszność. „Stargazer” niszczy tę teorię i odważnie zaprzecza tym, którzy uśmiercili ten gatunek. Świetny materiał, jestem pewien, że Nyctophilia jeszcze wielokrotnie zaskoczy. Czekam na kolejne wydawnictwa.
*Wydawca Wolfspell Records (2025)
Spectral Projection Unit / No. 1994