Grim Logo
BETA

Grim Chronicles

Issue #0 // Genesis // Base Chain 8453
MP3
Folio No. 001
ARTYKUŁ 🇵🇱 Polski

Polska szkola Black Metalu

"Które zespoły? Graveland, Veles, Infernum, Thunderbolt, Legion, Thor’s Hammer, Fullmoon czy Capricornus..."

Full TranscriptID: zine:6

Black Metal, tworzony w różnych krajach, pod różnym słońcem i księżycem, w różnych warunkach klimatycznych, pod innymi szerokościami geograficznymi Europy, różni się od siebie. Nie może to zaskakiwać, bo choć podwaliny, fundamenty i założenia są takie same, to jednak na końcu tego procesu stoi człowiek – a na niego działają czynniki zewnętrzne, różne w każdym kraju. Wystarczy posłuchać greckiej Necromantii i norweskiego Gorgoroth, i wszystko staje się jasne. Kraje takie jak – wspomniana już Norwegia i Grecja – ale także Finlandia czy Szwecja, wytworzyły swój charakterystyczny styl. Norweski chłód, tnący jak żyletki, grecka magia pełna mistycznych melodii, fińskie nieco przaśne zagrywki przekute w porywający Black Metal. Stąd możemy mówić o fińskiej, greckiej czy też norweskiej szkole Black Metalu. Norweski Black Metal, Grecki Black Metal, Fiński Black Metal – te określenia szybko wywołują konkretne skojarzenia. Oczywiście, te charakterystyczne szkoły, style grania, wykształciły się w krajach z bogatym podziemiem Black Metalowym. Polska bez wątpienia dysponuje od wielu lat mocną sceną ekstremalną. Czy zatem możemy mówić o polskiej szkole Black Metalu?

Obraz
Obraz

W mojej opinii jak najbardziej. Nie była ona nigdy tak licznie reprezentowana jak choćby fińska, nie trwała tak długo jak grecka, nie było o niej tak głośno jak o norweskiej. Ale nikt inny tak nie grał. Kogo mam na myśli? Które zespoły? Graveland, Veles, Infernum, Thunderbolt, Legion, Thor’s Hammer, Fullmoon czy Capricornus. Mówiąc krótko – zespoły z południa Polski (przede wszystkim z Dolnego Śląska), skupione wokół TTF (The Temple of Fullmoon). Musimy pamiętać, że nie tylko styl muzyczny miał wpływ na powstanie określeń typu „Norweski Black Metal”. Czasami było to konkretne studio (Grieghallen w Bergen, czy Storm w Atenach), jakiś krąg ludzi połączonych ideami i czasami członkostwem w organizacji – i tak właśnie było w przypadku tego kawałka Polski. Wytworzył się tam specyficzny charakter Black Metalu, na który wpływ miało otoczenie, idee, organizacja, wspólne cele. Jeden region, jedna – choć bardzo zróżnicowana – przyroda. Podobna mentalność, architektura i co najważniejsze – historia. Ta ostatnia bez wątpienia miała spory wpływ na poglądy wyznawane przez członków wspomnianych zespołów. No i oczywiście był to jeden wspólny okres. Mówimy tu oczywiście o latach dziewięćdziesiątych, zresztą tak jak w przypadku sceny norweskiej czy greckiej. Ramy czasowe pierwszej fali „polskiego grania” określiłbym na okres 1993 – 1998. Zaczyna go i kończy Graveland, choć bardzo szybko pojawiają się kontynuatorzy. Ale o tym później.

Obraz
Obraz

Wróćmy zatem do samych dźwięków, bo są one także ważne. Mówiąc dźwięki, mam na myśli przede wszystkim styl grania, oraz atmosferę, jaką ten styl wytwarza. Polskie zespoły ze wspomnianego już kręgu, miały tę unikalną zdolność do budowania grozy za pomocą bardzo prostych środków, użytych we właściwy sposób. Teoretycznie nic nowego ani niespotykanego, prawda? A jednak nie do końca, bo gdy wejdziemy w ten styl głębiej, spotkamy bardzo proste, brudne gitary, łączące się z klawiszami. Te ostatnie użyte są w sposób bardzo charakterystyczny. To nie jest symfoniczny Black Metal, tu ten instrument tylko podbudowuje, tylko dodaje, tylko uzupełnia, ale robi to w bardzo określony sposób. Te klawiszowe momenty są bardzo wyraziste, bardzo sugestywne – pełne grozy i prostoty. Ich dźwięk jest surowy, jest pierwotny, często przywodzi na myśl kościelne organy. Niesie ze sobą mistycyzm i magię. Ale tę brzydką, tę z ciemności, tę, która daleka jest od wygładzonego podkładu norweskich zespołów. I te klawisze uważam za jeden z wyznaczników tego stylu. Oczywiście, można tak grać i bez nich, co pokazuje kilka projektów z dnia dzisiejszego, ale to tylko dzięki temu, że brzmienie pozostałych instrumentów też było bardzo charakterystyczne. Tak jak i wokal, który należał do starej szkoły, czyli nikt nie bawił się w jakąś magię z przeponą – po prostu zdzierało się gardło. Dziś tego typu wokal to coś co naprawdę wyróżnia. Nie mam zamiaru uciekać przed dość prawdopodobną tezą, że wiele z tych wspaniałych albumów brzmi, tak jak brzmi, bo po prostu ich autorzy niedomagali technicznie, i albo próbowali nadrobić to wytworzeniem niesamowitej atmosfery, albo po prostu było to wszystko co mogli zrobić. Nie widzę w tym nic złego, bo chciałbym, by wiele dzisiejszych zespołów miała dokładnie takie same umiejętności i ducha, o ile oczywiście owocować miałoby to takimi dziełami jak „Night on the Bare Mountain” czy „…Taur-Nu-Fuin…”.

Obraz
Obraz

Do dźwięków dodać musimy teksty oraz całą otoczkę. Nikt w tak prosty sposób, w tak dosadny – a zarazem tak udany – nie łączył ze sobą pogańskiego mistycyzmu i satanistycznej brutalności. Ta mieszanka, często sprawiająca wrażenie kompletnie przypadkowej (do jednego gara wrzucamy wszystko co ekstremalne), nad wyraz często sprawdzała się doskonale. Wbrew przewidywaniom, tworzyła ona spójną całość. I oczywiście budowała w ogromnym stopniu atmosferę utworów, płyt, zespołów czy całej sceny.

Nie sposób nie wspomnieć o krótkich utworach muzycznych, takich jak intro, outro, czy jakaś wstawka w środku płyty. Te krótkie – najczęściej klawiszowe lub akustyczne kompozycje – uzupełnione samplami wiejącego wiatru / odgłosów bitwy / wyjących wilków / szumu drzew / płonących wiosek itp., są także jednym z filarów tego stylu. Bez nich nie byłoby tego stylu. Bez nich nie byłoby tej atmosfery, tego przesłania, tego niesamowitego klimatu pełnego grozy, tajemnicy, zła i pierwotnych bogów.

Obraz
Obraz

Kolejnym argumentem za tym, że ten nurt w naszym podziemiu można bez zawahania określić jako „polską szkołę Black Metalu”, jest fakt istnienia naśladowców, czy też kontynuatorów. Co ciekawe jest ich więcej poza granicami naszego kraju, ale przecież i tu – nad Wisłą – mamy młodych podążających tą drogą. Co ciekawe – te zespoły dopiero zaczynają, także trudno powiedzieć, że tego typu granie umiera.

W mojej opinii wszystko zaczęło się w 1993 roku, wraz z premierą „In the Glare of Burning Churches”. Przez kilka kolejnych lat Graveland wiódł prym w tym środowisku, aż sam symbolicznie zamknął ten okres swoim czwartym albumem „Immortal Pride” z 1998 roku. Wszystko to, co ukazało się pomiędzy tymi latami – nie tylko od Graveland, także od Veles, Infernum, Fullmoon, Thunderbolt, Thor’s Hammer, Legion, Mysteries… - było co najmniej dobre, a najczęściej wspaniałe. Szybko pojawili się ci, którzy po „Immortal Pride” postanowili ten sztandar nieść dalej – jak choćby Selbstmord, czy Ohtar. To pokazuje, że ta historia jest ciągła, ona się nie kończy i nie ma przerw. To, co zostało wykute we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, nadal ma się dobrze, nadal żyje w podziemiu. I choć już bez takiej siły, bez takiego „rozgłosu”, to jednak pokazuje nam to jasno – polska szkoła Black Metalu żyje.

Wszystkie Sektory

Aparatura & Sygnał

Dostrajanie odbiornika // Kalibracja mechanizmów