
Uszanowanie! Selbstmord istnieje od prawie 30-tu lat. Wasz status weterana radykalnego ideologicznie podziemia nie podlega dyskusji. Jak niemal 30-letnie doświadczenie przekłada się na bieżącą działalność zespołu, zainteresowanie wytwórni, promotorów i słuchaczy?
Witaj! Zgadza się, niebawem to już będzie 30 lat. Szybko minęło – biorąc pod uwagę Twoją obecność na metalowej scenie od lat zamierzchłych, z pewnością się zgodzisz. Bieżąca działalność zespołu ma się całkiem dobrze. Nie tak dawno pod znaczkiem EasternBlood prod. ukazał się nasz nowy album, który spotkał się z pozytywnym przyjęciem i ciekawymi opiniami. Dziękujemy wszystkim, którzy zadali sobie trud napisania recenzji, opinii itp. Dla Was to robimy! Jest też spore zainteresowanie dystrybucji tak więc materiał, od momentu wydania, trafił już do wielu odbiorców.
No a my gramy dalej, znajdujemy na to czas i siły więc dopóki tak będzie, maszyna jedzie naprzód. Jest w nas jeszcze wiele ognia i jadu. Aktualnie zaczęliśmy pracę nad nowym materiałem, szykuje się nowe apokaliptyczne dzieło, jednak to jeszcze bardzo odległy temat.
Co spowodowało, że pod koniec lat 90 założyliście nowy zespół? Necro miał wówczas Ohtar, Diathyrron – Fullmoon, skąd pomysł i potrzeba, by stworzyć coś całkiem nowego?
W pewnym momencie zaczęło robić się pewne, że Fullmoon nie dokończy jeż prac nad nowym materiałem i zawiesi działalność. Z kolei sytuacja w Ohtar była taka, że gitarzysta tego duetu szykował się do odejścia z zespołu więc jego dalsza aktywność również była niepewna. W tamtym okresie spędzałem z Necro wiele czasu. Postanowiliśmy się nie poddawać i kontynuować dzieło zniszczenia i tak pod koniec ‘98 roku powstał Selbstmord. Początkowo to było duże wyzwanie, gdyż Necro zaczynał swoją przygodę z gitarą, a ja byłem trochę przyzwyczajony do gry z Tauronem. Pamiętam, że do składu dość szybko dołączył Belial, załatwiliśmy salę i zaczęliśmy grać. Było w nas wtedy wiele buntu i antyspołecznych zachowań hehe. Chcieliśmy by nowy zespół był tego odbiciem.

Jak wspominacie szalone lata 90? Dlaczego wtedy było lepiej? A może się mylę? Jak byście porównali współczesną scenę black metal z tą z początków działalności Selbstmord?
Domyślam się, że wspominając lata 90 masz na myśli głównie eksplozję black metalu i wszystko inne z tym związane? Było z pewnością inaczej. Wszystkiemu towarzyszyły potężne emocje i nic innego się nie liczyło. Okres pisania listów w ogromnej ilości, gdzie ta forma kontaktu miała zupełnie inny wymiar. Chcąc słuchać muzyki, trzeba ją było zdobyć. Wiele spotkań, wiele wartościowych znajomości, trochę chuliganerii. Dużo inspiracji na całe życie. Tak to wspominam.
Dzisiejsza scena siłą rzeczy bardzo się zmieniła, a raczej dostosowała. Głównie z powodu social media, których potężne zasoby są na wyciągnięcie ręki. Ciężko to w jakikolwiek sposób ocenić, bo przecież nie ma już lat 90 i wszystko się zmieniło. Sentymenty są w porządku o ile nie determinują naszej teraźniejszości. Przez te ponad trzydzieści lat zaszły takie zmiany, że potrzebny jest balans pomiędzy jednym światem a drugim. Ważne jest, że ogień tamtych lat wciąż płonie w sercu. A Ty jak wspominasz lata 90? (hehe! - wspaniałe szalone, to se ne vrati;) przyp. SzFHR).
Selbstmord to od zawsze, z małymi przerwami – Necro i Diathyrron. Jak Sturmer, grający z Wami od 2021 r., zaaklimatyzował się w zespole? Czy trio to najbardziej optymalna konfiguracja personalna dla Selbstmord?
Tak, trio jest najbardziej optymalne. Dla nas introwertyków czwarta osoba w zespole to byłoby zbyt wiele. Przez długi czas aktywnie poszukiwaliśmy basisty, co okazało się dużym problemem. Przewinęło się parę osób. Z perspektywy czasu myślę, że niedopasowanie charakterologiczne było największym problemem.
W przeszłości współpracowaliście z kilkoma innymi muzykami, m.in. Raborymem i Belialem. Dlaczego Wasze drogi się rozeszły? Czy utrzymujecie kontakty z byłymi członkami zespołu?
Były to epizodyczne współprace. Każdy z nich ma swoje projekty i tam się realizuje. Oczywiście, że utrzymujemy kontakt. Nie ma pomiędzy nami żadnych konfliktów. Pomogłem K. w realizacji kilku wydawnictw, zagraliśmy też kilka koncertów i odwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc na świecie. Z Belialem czasem pogadam przez telefon. Relacje są w porządku.
Pochodzicie ze Świdnicy, miasta położonego na Dolnym Śląsku. W jakim stopniu historia tego regionu ukształtowała Was jako ludzi i jak wpłynęła na to, co tworzycie w Selbstmord? Czy taki zespół jak Wasz mógłby powstać np. na Teneryfie?
Może ze względu na czarne jak smoła plaże? Heheh, kto wie?
Historia naszych okolic w ogromnym stopniu wpłynęła na nas i naszą twórczość – to niezaprzeczalne! To nasz fundament. Region obfitujący w magiczną przyrodę, naszpikowany opowieściami, legendami i pełen tajemnic. Z jednej strony polski Olimp czyli majestatyczna góra Ślęża, gdzie spotkasz kurhany i starożytne rzeźby kultu, a z drugiej złowroga mgła unosząca się nad ponurymi lasami Gór Sowich, najstarszego pasma Sudetów i jednej ich z największych zagadek – projektu „Riese”. Region, gdzie przenikały się wpływy polskie, czeskie i niemieckie. Rodzinne strony Barona von Richtchofena. To życie w mieście nie dotkniętym działaniami II wojny światowej, gdzie spod starej farby przebijają jeszcze niemieckie napisy.

Dyskografia Selbstmord składa się z kilkunastu materiałów, w tym 6-ciu pełnoczasowych płyt. Które Wasze wydawnictwa cenicie najbardziej, do których najchętniej wracacie?
To dość trudne pytanie ponieważ ciężko jest nam ocenić swoje własne dokonania i wiem, że nie jesteśmy wyjątkiem. Musicie też być świadomi, że za ciężką czarną kurtyną nienawiści, pogardy i wszelkiej ekspresji, jaką chcemy przekazać w muzyce, stoi też skromność.
Jako wykonawcy nie często wracamy do swojej muzyki, gdyż w całym procesie jej tworzenia, a później w trakcie jej zapisu, wielokrotnych osłuchów itp., mamy z nią doczynienia w ilości przesadnej. Dlatego po realizacji chcemy odpocząć lub zacząć tworzyć coś nowego. Żałujemy, że nie potrafimy na nią spojrzeć oczami odbiorcy i pozostaje nam mieć tylko nadzieję, że trafi w jego gust i to co zrobiliśmy nie pójdzie na marne, a po pierwszym przesłuchaniu płyta nie zostanie odstawiona wyłącznie na półkę.
Każda z nich jest inna, choć posiadają wspólny mianownik w postaci stylu gry lub niejednokrotnie kontrowersyjnych wokali Necro. Każda jest innym okresem w życiu, każda ma inne inspiracje. Myślę, że „Spectre of Hate” jest np. dla mnie najbardziej sentymentalną płytą, biorąc pod uwagę, że to pierwszy LP zrobiony jako duet, a sam okres jego powstania przypadał na czas największego szaleństwa i największej niepokory w naszej działalności. W mojej ocenie „No Forgiveness” to bardzo wartościowy album. Nie brałem akurat udziału w jego realizacji ale jego finalne brzmienie, w którym bardzo pomógł M. Żentara, bardzo mi się podoba.
„Dawn of a New Era” to płyta, która rozeszła się w największej ilości, co świadczy tylko o tym, że się spodobała. „Radical Declaration”” trzeba zdecydowanie poświęcić więcej czasu… Reasumując dwoma ostatnimi albumami chcieliśmy bardzo wrócić do korzeni i jest to raczej ścieżka, którą chcemy w przyszłości podążać.
Selbstmord nie stroni od splitów, mając na swoim koncie współdzielone wydawnictwa z Antisemitex, Legacy of Blood, a także kompilacyjny album Hail Pagan Europe z udziałem Gontyny Kry, Ohtar, Kataxu i Saltus. Towarzystwo doborowe, zatem jakie kryteria musi spełnić zespół X, by móc znaleźć się na splicie z Selbstmord?
To zaledwie dwa splity i chyba trzykrotna obecność na kompilacjach. Jak na 30 lat istnienia to raczej niewiele. Nie ma żadnych kryteriów, które dany zespół musiałby spełnić, po prostu nie jesteśmy zwolennikami wydawnictw typu split. Wydaje mi się, że pracujemy od albumu do albumu.
W lutym tego roku ukazała się najnowsza płyta Selbstmord, „Mass murder elite”. Od momentu premiery upłynęło już trochę czasu. Jaki jest odzew słuchaczy na ten materiał? Czy płyta się podoba i jakie notuje wyniki sprzedaży? Mnie album ten bardzo przypadł do gustu – szybki, bezkompromisowy, bardzo ciekawy kompozycyjnie, z idealnym brzmieniem i oprawą. Bardzo w stylu Selbstmord. Gratulacje!
Bezkompromisowy, bardzo lubimy to słowo hehe.
Dziękujemy! Odzew jest bardzo pozytywny. Cieszy nas szczególnie to, że odbiorcy, recenzujący zwracają uwagę na rzeczy, na których nam zależało od samego początku. Bo jeśli w założeniu stworzenia nowej płyty mówisz sobie: „to ma być mocny wpierdol”, a później w opiniach ludzie piszą o wpierdolu i skopaniu dupy to chyba osiągnąłeś to co zamierzałeś. To bardzo budujące.
Zabójczej muzyce, którą wypełnione jest Wasze najnowsze dzieło, towarzyszą obrazowe, mroczne i sugestywne teksty. Co było główną inspiracją podczas ich pisania? Jakie źródła historyczne lub literackie stanowiły punkt odniesienia? Co powstaje najpierw, muzyka czy teksty?
W naszym przypadku powstaje najpierw muzyka, później ubieramy ją w słowa. Teksty na najnowszym albumie opowiadają krótką historię naszych okolic. Główna inspiracja to mistyczna atmosfera wydarzeń w odniesieniu do mrocznego okresu wizjonerskich planów „wunderwaffe”, tajemniczych technologii, czarnych tuneli śmierci całej machiny przemocy z tym związanej.
Na „Mass murder elite” zamieściliście 8 utworów, tymczasem w książeczce słuchacz znajdzie jedynie 3 teksty: „Eulengebirge”, „Underground bell” oraz „Clouds of pungent smoke”. Dlaczego nie wszystkie i dlaczego akurat te?
To efekt minimalizmu, jaki chcieliśmy zawrzeć na tej płycie. Z resztą na „WarSign” było podobnie. W obu przypadkach zdecydowaliśmy się zamieścić jedynie trzy najważniejsze liryki każdego z nas. Niektórzy nie zamieszczają tekstów w ogóle. My zamieściliśmy aż trzy.
Jak wygląda praca nad tak intensywnymi emocjonalnie tekstami, czy to proces spontaniczny czy bardziej przemyślany?
Nie ukrywam, że teksty stanowią zawsze duży problem. Nikt z nas nie jest urodzonym tekściarzem i nie przychodzi nam to łatwo. Do tego potrzebna jest wena i często ta jedna wyjątkowa chwila. Nigdy nie są dziełem jednego autora. Często posiłkujemy się również tekstami innych osób. Powinny zawierać w sobie dużo nienawiści i negatywnych emocji, to jedyne kryteria.
Słowo „Eulengebirge” brzmi jak nazwa miejsca. Czy jest to realna lokalizacja, a może wytwór literackiej wyobraźni?
Eulengebirge znaczy tyle co „Góry Sowie” i jest realną lokalizacją. To najstarsze pasmo Sudetów. Tytuł i tekst dobrze wpisują się w koncepcję płyty.
„Kosmiczna energia, bij dzwonie!”, czy to bezpośrednie odniesienie do mistycznej, nadnaturalnej energii vril i legendarnego Die Glocke? Korzystając z okazji, zapytam o kompleks Riese: teoria spiskowa czy twarda prawda historyczna? Jak postrzegacie tę kwestię?
W samo sedno. Na nowej płycie cały czas poruszamy się w tej tematyce. Z racji tego, że mieszkamy bardzo blisko obiektu „Riese” bywaliśmy tam niejednokrotnie. Nie sposób przejść wówczas obojętnie obok literatury tego zagadnienia, początkowo bardzo skromnej. Wiadomo, że temat od lat rozpala wyobraźnię ludzi i produkuje nowych fascynatów. Ciężko jest określić przeznaczenie tego obiektu choć istnieje dużo dowodów fizycznych. Zbyt wiele przypuszczeń za to zbyt mało kluczowych informacji. Kompleks funkcjonuje w kategoriach tajemnicy i może niech tak pozostanie.

Obrazy dymu, ognia i ciszy w „Clouds of pungent smoke” są bardzo fizyczne, wręcz namacalne. Czy zależało Wam na tym, żeby słuchacz „poczuł” te sceny? Jaką rolę odgrywa bezpośrednie odniesienie do Gross-Rosen?
To kolejny mroczny punkt na mapie naszej okolicy i chęć poświęcenia mu uwagi. Do dziś to miejsce z wyczuwalną atmosferą śmierci, przepełnione ciszą. Usytuowane w sielskiej, wiejskiej scenerii, pośród granitowych skał i gęstych lasów tworzy pewien paradoks w zestawieniu z uśpionym tam cierpieniem. Użyte w tekście „tory w jedną stronę” nie pozostawiają złudzeń. Jeśli odbiorca jest w stanie poczuć atmosferę zawartą w muzyce i tekście tego utworu, daje nam to wiele satysfakcji.
W książeczce dołączonej do albumu próżno szukać zdjęć i składu zespołu. Dlaczego? Poprzedniej płycie „Warsign” towarzyszyła kapitalna, bardzo „klasyczna” sesja zdjęciowa, czy zatem w Waszym wizerunku zaszły jakieś zmiany?
Nie, jesteśmy wciąż tak samo szkaradni. Musisz jednak wiedzieć, że taka spontaniczna i krótka sesja zdjęciowa do MME miała miejsce, jednak wspólnie zaczęliśmy powątpiewać w sens zamieszczania zdjęć do tej płyty. Skład jest od dłuższego czasu bez zmian, więc tu też nie poczuliśmy potrzeby, aby go dokumentować. To taki zwykły kaprys, nie wiem jak to wytłumaczyć. Wynikający chyba ze wspomnianego introwertyzmu i chęci minimalizmu wydawniczego, kosztem skoncentrowania się na samej muzyce. Ze względu na szacunek do ludzi, którzy nas słuchają zawsze staramy się dać z siebie wszystko, zaoferować muzykę, uczucia a dzisiaj też nawet sentymenty. Nie zależy nam na ładnie opakowanym produkcie, za którym stoi marna muzyka. W tym miejscu chciałbym podziękować grafikowi za doskonałe wyczucie naszych intencji.
Na „No forgiveness”, płycie z 2012 r. zagraliście cover Fullmoon. Rzecz jednorazowa czy będzie coverów więcej? Zdarza Wam się grać na próbach utwory innych zespołów?
Chodzi o utwór „The Witching Gathering”, który miał otwierać debiutancki album Fullmoon. To pomysł Necro, który aranżując go trochę według własnego stylu, chciał ten niepublikowany utwór upamiętnić i uchronić przed zapomnieniem. Oczywiście rzecz jednorazowa. Nie planujemy grać coverów, nie gramy ich też na próbach.
Każdy pełnoczasowy album Selbstmord ukazał się w innej wytwórni. Z jakiego powodu tak często zmienialiście wydawców? Które kolaboracje wspominacie najlepiej, a przed kim przestrzeglibyście inne zespoły?
Niektóre współprace układają się lepiej, niektóre gorzej. Na przestrzeni lat wydawców było kilku, to prawda. Zmiany te jednak nie były związane z jakimiś konfliktami itp. Oczywiście zdarzały się sytuacje sporne ale to na szczęście nie były umowy obejmujące kilka płyt do przodu. Pomimo tego, że decyzja odnośnie wyboru wydawcy mogła być chybiona, a poziom naszej satysfakcji z współpracy marny, to po wydaniu materiału nasze drogi się rozchodziły i mogliśmy podjąć współpracę z kim chcieliśmy. Czasem o zmianie wytwórni decydowały aktualne kontakty, sympatie, sojusze… Bardzo miło wspominam współpracę z ostatnim wydawcą tj. Out Of The Dungeon z Finlandii (hail Petri!).
„Mass Murder Elite” został wydany przez należącą do Sturmera EasternBlood. Wygląda na to, że teraz macie wszystko pod kontrolą i nie ma potrzeby byście szli na jakiekolwiek kompromisy, mam rację? Czy to najlepsze rozwiązanie dla Waszego zespołu? Czy oprócz wersji CD będą dostępne winyle, kasety, dedykowany merch?
Tak, uważam, że aktualnie to bardzo dobre rozwiązanie dla zespołu jak i pozostałych projektów. Odnosząc się do wątku sytuacji spornych na linii zespół – wytwórnia zdarza się, że wydawca potrafi sobie rościć prawo do dożywotniego powielania powierzonego materiału mimo, że umowa dotyczyła określonej ilości sztuk. Albo dystrybucja wytwórni była taka, że odbiorcy czekali na dostawę swojego egzemplarza nawet pół roku lub więcej. Niedopuszczalne!!! Niektórzy wiedzą o czym mówię, przy okazji (hail deathrune rec.). Do tego jakieś nielegalne i nieuczciwe wydawnictwa… To wszystko spowodowało, że postanowiliśmy mieć to wreszcie pod kontrolą, tym bardziej skupiając się dodatkowo na dorobku naszych projektów jak Ohtar czy Fullmoon, a jest tych pozycji łącznie wiele. Mniej lub bardziej wartościowych. Nie chodzi w tym wszystkim nawet o kompromisy, bo nikt nas nigdy w niczym nie ograniczał.
Aktualnie oprócz wersji CD „Mass Murder Elite” dostępna jest także wersja winylowa gatefold w opcji biały oraz czarny. Kaseta i koszulka niebawem.
Niektóre materiały Selbstmord, jak np. „We bring desolation” (split z Antisemitex) bądź album „No forgiveness”, wydane przez hiszpańską Die Todesrune, są obecnie trudniej niż łatwiej dostępne. Czy po wzięciu przez Was spraw we własne ręce sytuacja ta ulegnie zmianie, a Wasi fani doczekają się wznowień w barwach EasternBlood, co wydaje mi się krokiem jak najbardziej naturalnym?
Tak jak wspomniałem powyżej. Dystrybucja naszych materiałów w wykonaniu deadthrune rec. wymyka się jakimkolwiek standardom. Dlatego wiele osób nie posiada tych wydawnictw więc całkiem możliwe, że zostaną wznowione za sprawą EastenBlood prod. Póki co są inne plany.

Wasz utwór pt. „Wścieklizna” trafił na niespotykaną kompilację „Depths, darkness and death”, wydaną przez niezmordowanego Syrragha i jego Dark Blaze Stronghold. W ten właśnie sposób elita polskiej sceny Black metal oddała honory przedwcześnie zmarłemu herr Burzumowi, osobie wyjątkowej w pełnym tego słowa znaczeniu, jakiej nasza scena nigdy wcześniej nie miała i mieć nie będzie. Idea tego wydawnictwa nie wymaga komentarza, jak natomiast oceniacie efekt końcowy, zarówno od strony muzycznej, jak i wydawniczej?
Chcąc upamiętnić postać Herr Burzuma wydawca wykonał ogrom pracy. Widać tu zaangażowanie. Wydawnictwo jest dopracowane, bardzo obszerne i choć nie wyczerpuje tematu, przybliża sylwetkę tego człowieka. Utwór, który zamieściliśmy pochodzi z niepublikowanego materiału, nagranego długo przed płytą WarSign. Uznaliśmy, że będzie pasował. Decyzję o przystąpieniu do kompilacji podjąłem w pięć sekund. Cieszę się, że mogliśmy w ten sposób oddać cześć Norbertowi i zagrać dla niego w tak mocnym towarzystwie. Podziękowanie dla Syrragha i Dark Blaze Stronghold za zaproszenie i możliwość wypowiedzenia się w tym projekcie.
Od czasu do czasu gracie koncerty. O co musi zadbać promotor / organizator, abyście przyjęli jego ofertę i wystąpili na żywo? Z kim chcielibyście zagrać, a z kim nie zagracie nigdy, choćby nie wiem co?
Zagraliśmy dosłownie kilka koncertów. Nigdy nie byliśmy zespołem koncertowym z powodu braku muzyków do tego przedsięwzięcia ale fakt jest taki, że we dwóch też potrafiliśmy zrobić rozpierdol. Nie mieliśmy też jakichś specjalnych wymagań. Prawda jest taka, że już chyba nie wystąpimy na żywo. Może w przyszłości coś się zmieni. Jeśli już to mały klubowy koncert.
Jak sobie wyobrażacie Selbstmord, powiedzmy, za 10 lat? Czy doczekamy się np. 40 rocznicy Waszej działalności? Czy coś takiego da się zaplanować?
Po każdej nagranej płycie Selbstmord Necro twierdzi, że to już ostatnia. Po czym za jakiś czas przychodzi na próbę z nowym utworem hehe. Czy da się zaplanować? Nie wiem, na razie gramy, mamy jeszcze wiele emocji do przekazania.
To wszystko. Dziękuję za rozmowę. Ostatnie słowo należy do Ciebie.
Dziękuję, za ciekawą rozmowę. Dzięki dla Wszystkich, którzy nas wspierają. Do usłyszenia!
Szakal FHR